Sopot - jesienne spacery
Zaczynały się pomału słoty, a ja miałem co chwilę jakieś infekcje. Widać mój układ odpornościowy zaczął nieco szwankować, więc postanowiłem wyjechać na tydzień nad morze. Moja żona pukała się palcem w czoło, bo październikowa aura nie zachęca do takich wyjazdów, ale potem zdanie zmieniła. Hotel
Sopot w Sopocie, bo tam w końcu trafiliśmy, okazał się bardzo przyzwoitym obiektem, bez żadnych większych wygód, ale mają tam za to dancing i świetną restaurację. Codziennie robiliśmy długie trasy nad morzem. Jak policzyliśmy mogliśmy robić nawet do 12 km, połowę przed południem i połowę po południu. Mieliśmy okazję posiedzieć również na plaży. Nie było za ciepło, ale dni słoneczne też się trafiały, więc korzystaliśmy z miłych chwil. Żona była Sopotem była oczarowana. Stwierdziła, ze miałem dobry pomysł, tym bardziej, że i wieczory mieliśmy zajęte. Sopot i jego Monciak to taki Montparnasse, gdzie spotyka się znanych i lubianych ludzi. Taka nasza polska Bohema. Ukochaliśmy Spatif i bywaliśmy tam co noc. Taki urlop trzeba jeszcze kiedyś powtórzyć.